Dziecko i pies

4 największe błędy jakie popełniasz mając psa i dziecko w domu.

dziecko i pies na spacerze

Przygotowania przygotowaniami, pierwsze miesiące mają swoje trudności, ale kto zabrnął dalej ten wie, że prawdziwy cyrk zaczyna się w domu z dzieckiem i z psem, kiedy to pierwsze zaczyna się przemieszczać. Może to niewyspanie, a może to nieświadomość…? 😉
Dlatego postanowiłam opisać kilka postaw, które wpływają negatywnie na to, co dzieje się w domach, gdy postrzeganie relacji dziecko – pies jest zaburzone. Te błędy, kosztujące wszystkich sporo niepotrzebnych nerwów powtarzają się tak często, że dobrze zebrać je do kupy, podsumować i przedstawić ich konsekwencje.
Coś mi mówi, że będzie to jeden z najbardziej przydatnych wpisów, jakie opublikowałam na blogu.
No to jedziemy!

 

  1. BŁĄD PIERWSZY – NACHODZENIE. Zapominasz, że dla psa nie ważne są w ogóle Twoje czy dziecka intencje, a fakty, a że jako doskonały obserwator najlepiej rozumie język Twojego ciała, to właśnie to co pokazujesz mu gestami liczy się najbardziej.
    Byłaś kiedyś na jakimś szkoleniu z psem? W takim razie na pewno wiesz, jak wiele pracy wymaga nauczenie się panowania nad swoimi kończynami: na początku nawet wybranie dobrego momentu sięgnięcia ręką do saszetki ze smakołykami wydaje się kosmicznie trudne. Ty zlana potem, pies skonfundowany: o co tu chodzi???

 

Przypomnij to sobie, a teraz popatrz na niemowlę. Dziecko przez pierwsze lata życia powoli uczy się wykonywać wszystkie ruchy, jest w nich nieporadne i nieprzewidywalne. Twój pies WIDZI tą nieprzewidywalność i jest nią przerażony!!!
Wiem, że w internecie dostępne są miliardy zdjęć, na których małe, nieporadne ludziki leżą na psach, obściskują je, obłapiają, tulą, wtykają im róże między zęby. Wiem, że w obrębie naszego gatunku, takie gesty są esencją miłości psio-dziecięcej, pewnie płaczesz nad nimi rzewnymi łzami i marzysz, żeby Twój duet też tak robił. Tymczasem mijają miesiące, a rolka aparatu świeci pustkami. Jak już udaje Ci się zrobić jakieś zdjęcie, to po dłuuugiej walce, gdy spocona, zdyszana, ułożysz siłą Aresa na dziecku, efekty są żałosne. Odkrywasz, że jakiś taki niefotogeniczny jest ten Twój pies, dziwne bardzo, bo przecież robiłaś mu foty wiele razy, ma miliard followersów na Instagramie, nie kupujesz karmy od roku, bo dostaje tyle prezentów od marek, że nie masz gdzie już ich trzymać.
A tu taki klops: dziwnie wytrzeszczone oczy, rozmazany jęzor, do tego cały czas odwraca głowę i jakoś tak dziwnie się spina…

Po kolejnych kliku miesiącach, kiedy dziecko zaczyna już biegać po domu, a Tobie łatwiej wybrać zachwycający kadr, tzn. Taki gdzie maluch biegnie w stronę pieska z uśmiechem na pucołowatych policzkach, z roziskrzonymi oczami, piskiem rozkoszy i już już prawie prawie obejmuje tą Waszą kuleczkę futra za szyję, a Ty prawie że robisz to swoje wyczekane, wymarzone zdjęcie, już chcesz kliknąć w obiektyw, a wtedy nagle, w tym samym ułamku sekundy słyszysz ryk, od którego skóra Ci cierpnie na całym ciele, bo wiesz, że to nie lew, że to właśnie Twój kochany piesek powiedział do #TwojegoWszystkiego, żeby spierdzielało czem prędzej, bo zaraz nie wytrzyma i odgryzie mu pół twarzy!!!!!

NIE POZWALAJ. Od początku pilnuj, żeby to NIE dziecko decydowało o możliwości zbliżenia się do psa, ale TY. Pamiętaj, żeby za każdym razem pies miał wybór: przestrzeń aby odejść jeśli tego potrzebuje.

Jesteście na spacerze? Pies jest spuszczony ze smyczy? Hulaj dusza.
Kiedy będzie miał dość towarzystwa niesfornych rączek i ich głośnego właściciela zrobi o tak:

 

 

I będzie mieć święty spokój.

NOTORYCZNIE właściciele psów zmuszają swoje psy do kontaktu z noworodkiem/starszym dzieckiem, kiedy nie są one na to gotowe i dziwią się ekstremalnym reakcjom. Nerwowość myląc z radością: szeroko rozwarta paszcza, wypadający z niej jęzor i bieganie tam i z powrotem… Ważne by zrozumieć, że JAKIEKOLWIEK przysuwanie psa do dziecka: za obrożę, na smyczy, uniemożliwiając mu wyjście ze zbyt ciasnego pomieszczenia to niepotrzebna, źle zastosowana presja (przymus, nacisk), która jedyne co może zrobić, to zniechęcić psa do dziecka jeszcze bardziej. Chcesz problemów? Obraź się i kontynuuj.

 

  • BŁĄD DRUGI. – ABRAKADABRA, MAGIA.. Nie wierzysz w proste rozwiązania, czekasz na odkrycie (z) Ameryki. Tymczasem naprawdę zapobieganie jest dużo bardziej skutecznie od leczenia, tak w tej dziedzinie jak i w każdej innej. Im szybciej zainwestujesz w bramkę, w kennel, zadbasz o to by pies miał swoją przestrzeń, by nie musiał cały czas być narażony na być może irytujące go, wszędobylskie, zaciskające się na wszystkim rączki, tym mniej będziesz mieć problemów. Nie tłumacz swojego psa własnymi przekonaniami: to Twoje serce skręca się z bólu, że Fafik nie będzie już dłużej spał w nogach łóżka i chyba umrze. A co dopiero w pokoju obok, tam na pewno zejdzie na zawał. Albo uschnie z tęsknoty.
    Tak, Twój pies chętnie spędzi cały swój czas i całe swoje życie, ale przy Tobie, nie przy Twoim dziecku. Twoje dziecko, na etapie rozwoju Mały Natręt, może mu co najwyżej w tym przeszkadzać.

 

Nie szukaj usprawiedliwień. Czasami nie da się mieć wszystkiego, może będziesz musiała zrobić małe przemeblowanie, żeby zapewnić psu tą JEGO przestrzeń. Przyzwyczaisz się. A wiesz co jest najgorsze i najlepsze zarazem? Że za chwilę będziesz od nowa wszystko przemeblowywać, bo Twoje dziecko będzie mieć kilka lat, zupełnie inne umiejętności i będziesz mogła spokojnie zostawić je z psem w jednym pomieszczeniu bez nadzoru.
Co więcej, dzięki prewencji, dzięki Twojej czujności pies będzie lubił z nim przebywać, a dziecko nie będzie bało się psów, bo nie przydarzą się mu nieprzyjemne incydenty z serii: Można Było Tego Uniknąć.
A przynajmniej tego Ci życzę.

 

  • BŁĄD TRZECI – NUDA. NIE ZAPEWNIASZ FAJNYCH WSPÓLNYCH AKTYWNOŚCI dziecku i psu. Niezależnie od sytuacji, czy jest dobra czy jest zła, albo skupiasz się na negatywach: tego się nie da, tamto nie wychodzi, tu dupa. Albo po prostu nie robisz nic pozwalając sprawom toczyć się swoim biegiem. Uwielbiam, kiedy wszystko dzieje się w swoim rytmie, uwielbiam obserwować pomysłowość mojego dziecka czy psa, zaczepiających siebie nawzajem, prowokujących zabawy, które je cieszą. ALE nie zapominam o edukacji. Im więcej konstruktywnych sposobów na wspólne spędzanie czasu opanujesz samodzielnie i przekażesz każdemu w rodzinie, tym lepiej jej członkowie będą się dogadywać. Styl komunikacji, który wypracujesz, stanie się ich nawykiem.

Pamiętaj, że jeśli narzekasz na to, jak wygląda relacja dziecko-pies w Twoim domu, to najczęściej problemem nie jest to co faktycznie się dzieje, ale to, że ten rodzaj relacji psa z dzieckiem, jaki faktycznie JEST nie zaspokaja Twoich wyobrażeń na temat relacji dzieci i psów. Może czas zejść na ziemię i…zacząć dostrzegać magię w tym co się dzieje i w jaki sposób się dzieje? 🙂
Wracając do gier i zabaw: jest mnóstwo fantastycznych aktywności, które małym nakładem pracy możesz wprowadzać w życie swojego psa od momentu, kiedy w domu pojawi się noworodek, aż do czasu, gdy przepoczwarzy się w kilkulatka. O grach i zabawach dla dzieci i psów jest mój poradnik, a tu możesz zapisać się na listę zainteresowanych.

 

  • BŁĄD CZWARTY. UNIKASZ WSPÓLNYCH SPACERÓW.  Ten punkt właściwie mógłby być rozwinięciem poprzedniego, ale postanowiłam go wyróżnić, zaraz zrozumiesz dlaczego. Przez pierwsze miesiące wspólnego życia, prawdopodobnie byłaś w takiej samej sytuacji jak większość mam z psem, które są w grupie dziecko i pies, tzn. Obowiązki związane z psem w większości przejął Twój partner, a Ty wychodziłaś z psem sporadycznie.

Oczywiste jest, że kiedy pojawia się dziecko, pies schodzi na drugi plan, jednak dla dobra wszystkich zmobilizuj się czasem do krótkiego sam na sam z czworonogiem. To, że ma Cię w miarę regularnie na wyłączność, że poświęcasz mu całą swoją uwagę pomaga zapobiec wielu problemom. Jeśli to Ty go szkolisz, to każde takie spotkanie, poza okazją na spędzenie czasu z ukochaną pańcią, jest też szansą na odświeżenie dobrych manier. Z kolei spacery we trójkę (i więcej) wnoszą do relacji dziecko – pies PRZESTRZEŃ. To sytuacja, w której zwierzę ma sporo możliwości odejścia, gdy mały człowiek stanie się zbyt natarczywy. A Ty w związku z tym możesz troszeczkę 😉 uśpić swoją czujność, co oznacza, że wspólne spacery to wspólne interesy: Twoje, dziecka i psa!
PS. Dziecku tez jest lepiej, gdy jest wybiegane…

I tak, wiem, że mnóstwo rzeczy po drodze może iść nie tak, że być może przy dziecku pewne psie zachowania, które wcześniej były tylko lekko irytujące, obecnie wkurzają Cię do białości (trzeba było wypracować luźną smycz!), tak, że odechciewa Ci się zabrać to swoje kochane zwierzątko na spacer. Na zachętę powiem Ci, że najpiękniejsze spacery i najlepsze treningi zdarzają mi się zawsze wtedy, kiedy ostatnią rzeczą, jaką mam ochotę zrobić jest wyjście z domu. Może podzielisz moje doświadczenie?  Jeśli problemem przy okazji wspólnych wyjść jest zwykła mobilizacja, to po zapisaniu się do newslettera możesz ściągnąć darmową, Zbalansowaną listę nawyków w jednym z trzech pięknych kolorów i codziennie odhaczać w nim swoje małe zwycięstwa.

 

  • BŁĄD PIĄTY. Jest i kolejny numer, bo sprawdzam Twoją czujność :-). Ten punkt ma najmniej seksapilu spośród wszystkich wcześniej wymienionych, a jest… Najważniejszy. Dotyczy konsekwencji. O ile możemy dyskutować o tym jak brak trzymania kryteriów zniesie pies, który został już wychowany, nabył mnóstwo potrzebnych umiejętności (czyli o tym: jak bardzo możemy odpuścić ich trzymanie, by nie stracić tego co udało nam się do tej pory wypracować). O tyle w początkowych etapach nauki, u szczeniaka lub u psa z historią różnych doświadczeń, musimy nauczyć się bezlitosnego pilnowania tego co nagradzamy, co akceptujemy jako dobre, co przerywamy, czego nie tolerujemy. A że opowieść o tym, jak ważne są jasne kryteria można ciągnąć w nieskończoność, na pewno pojawi się tu jej ciąg dalszy.

 

Na koniec dodam, na usprawiedliwienie każdego rodzica, który ma też psa, że powyższe wpadki w mniejszym lub większym zakresie są nieuniknione. Życie z małym ssakiem to całkowicie nowa sytuacja, więc…Cały czas się uczymy! Ważne, żeby nie tracić czujności i szukać rozwiązań, gdy na szkle pojawiają się małe rysy. A może to nie rysy tylko inna perspektywa…? W skrócie: lepiej zacząć pracę dzisiaj, niż mieć poważny problem później. I do tego Cię zachęcam!

Jeśli myślisz, że ten wpis może się komuś przydać, poślij go proszę w świat. A tu możesz zapisać się do newslettera, by w pierwszej kolejności otrzymać informacje o dostępności książki.

You Might Also Like