Bez kategorii

Zasadniczo: pozycja! Jak uczę wybierania pozycji przy nodze.

Dawno temu, podczas jednego z naszych pierwszych szkoleń obediencowych, razem z Lucynką poprawiałyśmy dostawianie do nogi. Właściwie ciężko mówić o poprawianiu w przypadku tak młodego zwierzaka (miała niespełna rok) i ćwiczenia, które wymaga ogromnego nakładu czasu i pracy aby je ustabilizować. Jednak nasza trenerka koniecznie chciała pozbyć się ruchów, w jej oczach psujących obraz zadania: podskakiwania, doskoków, niemalże salt i uderzania w moją nogę podczas prawie każdego przyjmowania pozycji zasadniczej.

Aby to poprawić, poza kilkoma ciekawymi ćwiczeniami technicznymi, które bardzo pomogły Lusi wymyślić i zrozumieć kryteria, było nam dane…zderzyć się ze ścianą.

Chodzi o proste ćwiczenie: ustawienie się lewą stroną jak najbliżej ściany (wywiera presję, czyli obniża nastrój i ogranicza jego radosne przejawy takie jak np. wyżej wymienione podskoki) i naprowadzenie psa do pozycji zasadniczej przy pomocy głębokich, zamaszystych gestów ręki tak, aby mijając naszą nogę zawinął zadkiem. A po tym dopiero zaparkował w pozycji.

Na nasze techniczne, wesołe odchyły pomagało to bardzo, ale nie do końca pasowała mi metodyka: raz, bardzo duży nacisk psychiczny na psa, a dwa problem naprowadzania w starym (niejasnym dla psa) rozumieniu, które w swoim treningu ograniczam do minimum. Chodzi mi o podążanie za smaczkiem, który jest w pewnym oddaleniu od psiego nosa zamiast aktywnego wyżerania. Do tego mało szans, aby pies wykombinował o co chodzi,  zamiast działać mechanicznie. Sama, zaczynając naukę ćwiczenia preferuję mieszankę: management połączony z kształtowaniem i minimalną, błyskawicznie wycofywaną pomocą ciałem.

koniec z hellworkiem, teraz pora na heelwork!

Jednak sama idea wykorzystania ściany była tak efektywna, że znalazłam sposób na połączenie pożytecznego z przyjemnym i tak oto powstała gra w dostawianie.

Jej zalety? Buduje mnóstwo dobrych skojarzeń ze wszystkim, co może nakładać presję na psa (ściany, przeszkody, ludzie, dziwne przedmioty), bazuje na kształtowaniu i wyłapywaniu, a więc wzmacniamy zachowania oferowane przez psa, a co za tym idzie: NIEWYMUSZONE. Pracujemy jednocześnie nad techniką pozycji przy nodze i nad tempem. A jakby zalet było mało: nasz pies świetnie się bawi!

W moim rozumieniu, dobra technika wynika z dobrych emocji, jest ich konsekwencją. Nie ma ładnego wykonania, w którym pies źle się czuje. Zawsze, w mniej lub bardziej subtelny sposób będzie okazywał dyskomfort. Nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć – i dobrze. Ale w swoim treningu dążę do tego, żeby pies świetnie się czuł wykonując każde ćwiczenie.

 

Gra w dostawianie

 

    1. Zaprzyjaźnij psa ze ścianą! Na kolanach, kucając, żeby nie dokładać maleńkiemu szczeniątku wielkich obciążeń przyzwyczajam, że przy wszystkich przeszkodach można wyżerać przepyszne kąski z mojej ręki. Robiąc to wybieram dystans, w którym pies nie zauważa przeszkody i w zależności od tego, jak bardzo jej nie zauważa, zmniejszam odległość szybko lub… wolniej. Drugi przydatny wariant: rzucanie smakołyków i zabawek w stronęę ściany, o ściany, wyścigi i wspólna zabawa nimi. Rzuty są delikatne, nie chcę przestraszyć szczeniaczka.

  1. Kiedy jestem pewna, że ściana/drzewo/bramka/inny wytwór ludzkiej rzeczywistości nie robi już na moim psie wrażenia, zaczynam zabawę w pogoń za jedzeniem. Każda lokalizacja nagrody ma swoją nazwę, więc uprzedzam wcześniej nauczonego tego psa, że żarcie właśnie będzie uciekać po ziemi i bardzo mocno chwalę go za pogoń za nim.
  2. Kiedy chwalę, pies odwraca się i biegnie w moim kierunku – i ten moment wykorzystuję do przerzucenia kolejnego smakołyka za siebie, lewą ręką, w kierunku swojej prawej stopy, tak, by chcąc znaleźć się przy mnie jak najszybciej, pies wykonał obrót zadkiem, jakiego potrzebuję przy dostawieniu.
  3. W momencie, kiedy chcąc złapać jedzenie pies zawraca zadkiem, MARKUJĘ ten moment (yes!) i nagradzam rozochocone zwierzę serią smakołyków w pozycji przy nodze. Na tym etapie jest mi obojętne, czy pies staje czy odruchowo oferuje siad.
  4. Gramy, gramy, gramy! Zaznaczam zawrotki. Przerywam ze śmiechem próby wciśnięcia zadka pomiędzy ścianę a człowieka, czyli dostawianie wachlarzowe, skutkujące skracaniem drogi i uderzaniem w nogi człowieka przy parkowaniu. A kiedy wszystko przebiega już płynnie i pies nabiera dobrego tempa, w momencie zawracania zadkiem zamiast użyć markera nagrody – podkładam hasło na dostawienie: heel! I znów nagradzam w pozycji zasasdniczej.
  5. Dostawianie, czyli przyjęcie pozycji zasadniczej od tyłu wymaga mniej pracy ciałem, więc jest łatwiejsze. Gdy pies ma już wyrobiony silny nawyk zawracania próbuję podnieść kryteria. Grając, nagle podkładam hasło “heel” gdy znajduje się na przeciwko mnie. Zdarza się, że przy pierwszej próbie delikatnie pokazuję ręką miejsce nagrody z tyłu. Jeśli pies parkując od przodu wykona technicznie dobrą zawrotkę przy nodze, nagradzam to: dużo, mocno, najmocniej.
  6. Wracam do zaznaczania dostawień od tyłu, przeplatam ze sobą wszystkie możliwości, pilnuję kryteriów.
  7. Powoli uzyskuję efekt:

W międzyczasie, oczywiście, stopniowo, krok po kroku odsuwam się od ściany. Jeśli nie przysiądziemy nad tym tematem, nasz pies będzie potrafił ładnie przyjmować pozycję zasadniczą, ale w większości przypadków, tylko przy ograniczniku przestrzeni.

Uwaga: przydatne są dość duże, widoczne smaczki i możliwie płaska nawierzchnia. Okruchy rozrzucone w trawie zupełnie nie spełnią swojej roli, tak samo ciemne, malutkie suche kulki karmy rozsypywane na asfalcie.

 

You Might Also Like