Bez kategorii

Szczeniaki: Gaja i Zoja. Jak potoczyła się historia znajd ze studzienki.

szczeniaki

Jak w naszym domu pojawiły się nieplanowane szczeniaki? Do dziś pamiętam ten moment. Kuba wychodzi z domu na spacer, zabierając ze sobą naszego niespełna 4-miesięcznego syna oraz Zen. Zachodzi słońce, z uczuciem głębokiego spokoju sięgam po kawę, otwieram książkę czy tam komputer z piękną wizją relaksu (nauki) przez najbliższą godzinę lub dwie…I wtedy drzwi otwierają się z hukiem, a do pokoju wpada Jakub trzymając w jednej ręce niemowlaczka, a w drugiej…szczeniaczka.

Znajd było pięć, przeżyły dwie suczki. Jesteśmy wszyscy emocjonalnymi istotami i chyba tylko to tłumaczy, dlaczego mając multum psów, małe dziecko, remont dachu nad głową od godzin porannych do późno popołudniowych, jakieś plany, których realizacja wymaga czasu człowiek wdeptuje;-)))) w coś takiego. Historia mogła być wygodna: weterynarz, odkarmienie szczeniątek przez 2-3 dni, a w tym czasie rozejrzenie się za jakąś sensowną fundacją, która następnie zabiera pieski do siebie, odchowuje i znajduje im domy. Potoczyło się troszkę inaczej.

Przy okazji, szukając domów dla suczek, ze zdziwieniem odkryliśmy z Kubą, że nasze ulubione umaszczenie psa (czarny tri) wcale nie jest pożądane na szczenięcym rynku. Nadal tego nie rozumiemy.

Wpis powstaje, bo Gaja i Zoja skończyły kilka dni temu 6 miesięcy. Obydwie są rozchwytywane i mają swoje tłumy wyznawców zgłaszających zapotrzebowanie(!!!) na takiego szczeniaczka, jakby sytuacja w studzience wydarzyła się ponownie. Gaja od grudnia mieszka z Magdą, a jej rodzeństwo to trzy schroniskowe, duże psy, z którymi świetnie sobie radzi (czyt: rządzi!). Jest żywiołową iskierką, bardzo socjalną, no i co ciekawe, odnajdującą się w mieście lepiej niż na wsi. Jeździ z Magdą do kawiarni, na seminaria, super.

Magda i Gaja

Zoja rozchorowała się będąc u nas, zdiagnozowany został nużeniec, świerzb i niegroźny grzyb…Mimo tego powiało grozą, bo nasz dom jest w stanie remontu i na razie tylko jedno pomieszczenie jest ogrzewane kominkiem, a więc nadające się do przechowywania szczeniątka, a w tamtym czasie Świeżak zaczynał właśnie przemieszczać się po podłodze wsadzając cały czas łapki do buzi. Leczenie suczki szło opornie: co się polepszało to znów było gorzej, pomagało i doradzało nam mnóstwo osób. I wtedy szczęśliwie, moja siostra, która marzyła od długiego czasu o psie i była zakochana w Zoi, dostała zielone światło, żeby ją zabrać. Win/win/win! Poza tym, że Aga najszczęśliwsza, a Zoja awansowała do bycia jedynaczką w najlepszych rękach, to odetchnęliśmy z ulgą, że trafia pod sprawdzoną, bardzo dobrą opiekę lekarską.

Aga i Zoja

Początki były optymistyczne, zdrowienie postępowało, mogła już nawet dostać pierwsze szczepienie. Równolegle dziewczyny zwiedzały miasto i dokładnie tak jak w przypadku brązowej siostry, Agnieszka cieszyła się, że może Zoję wszędzie bezproblemowo zabrać, że mała nie boi się wsiadania do tramwaju i tysiąca innych sytuacji, które rasowemu, wychowanemu na podwórku poluchowi mogłyby sprawiać problem. Dodatkowo, ostatnio odwiedziły mnie i nauczyły się kilku technik pracy. Zoja za żarcie zrobi wszystko, a jeszcze więcej zrobi za kontakt z człowiekiem, obie dziewczyny zaangażowane i zakochane w sobie po uszy. Bajka… Niestety wśród tych radosnych wieści jest jedna poważna obawa: objawy choroby u Zoi nasiliły się znów. Niech więc kto może, ściska łapki ze wszystkich sił za zdrowy ogonek.

Zapisz się do Zbalansowanej Poczty!

Otrzymasz wiedzę, porady, inspiracje, których nie znajdziesz w żadnym innym miejscu. Oraz bonus w postaci checklisty najważniejszych umiejętności psa!

Jeszcze chwileczkę...

Dziękuję, że jesteś z nami!

You Might Also Like