FCI obedience od kuchni

Seminarium z Monicą Wickstrom. Podróż i szkolenie z niemowlakiem.

seminarium obedience

Seminarium z Monicą Wickstrom. Wpis z 21.11.2017

We did it! Mój syn skończył 16 tygodni, a już mamy za sobą wspólny wyjazd na seminarium obedience! Pierwsze nasze wspólne szkolenie miało odbyć się miesiąc wcześniej w Czechach i trwać tylko jeden dzień, ale w ostatniej chwili zderzyłam się z rzeczywistością, w której istnieją porywacze dzieci, handel nerkami, no i dokumenty ze zdjęciem takiego niemowlaka, które trzeba okazać na wypadek kontroli za granicą. Niestety ich wyrobienie zajmuje więcej czasu niż z dnia na dzień, a ich brak może skończyć się odebraniem dziecka.

Nie da się ukryć, że taki wyjazd (600km!) z małym człowieczkiem to ogromne wyzwanie. [sociallocker id=”6989″]Gdyby tak nie było, większość dziewuch po wydaniu na świat potomstwa brałaby je pod pachę i uczestniczyła we wszystkich aktywnościach, na które tylko ma kaprys. Wiem, że się zdarza, ale to wyjątki.
Nawet specjaliści w obszarze planowania podkreślają, że (przynajmniej) pierwszy rok wspólnego życia zorganizowane akcje najlepiej sobie odpuścić. I rzeczywiście: ogrom emocji, zmian, mnóstwo nowych wyzwań (i nie zawsze wystarczająco dużo siły, żeby powiedzieć im: challenge accepted), niewyspanie, a wszystko co dzieje się w Twoim życiu musi być dostosowane do Małego Kosmity. Ale determinacja, upór, dobra organizacja no i oczywiście współpraca rodziców pozwalają w pewnym zakresie działać dalej, nie skazując kobiety na całkowite odcięcie od ulubionych zajęć, a dziecka na tragedię w postaci nieszczęśliwej mamy (jeśli też jesteś typem matki, która karmiąc ogarnia kursy, z dzieckiem w ręce słucha szkoleń online, czyta książki i ćwiczy jogę, a na spacer z wózkiem zabiera psy i robi trening, kiedy maluch zasypia i NIE WYOBRAŻASZ SOBIE FUNKCJONOWAĆ INACZEJ to wiesz co mam na myśli;-)))
Piszę o tym i zawsze będę promować aktywne mamy, bo choć czasy (w mojej ocenie) bardzo sprzyjają macierzyństwu, to nadal w świadomości zbiorowej pokutuje zbyt wiele ograniczających przekonań na ten temat. W moim najbliższym otoczeniu jest wiele wspaniałych mam, które mają ambicje, działają na miarę swoich możliwości i są dla mnie ogromną inspiracją.

Ten wyjazd to właśnie esencja działania na miarę swoich możliwości. Tym razem nie mogłam niczego dostosować do psa, natomiast wszystko dostosowałam do malucha. Tak, tak, zamiast rozgrzewki przed swoimi wejściami byłam zajęta karmieniem dzieciaka, a w każdej możliwej chwili starałam się odciążyć tatę i przejąć Pana Świeżaka. Już pierwszego dnia musiałam podjąć trudną decyzję, zostać w hotelu i…Odespać. W efekcie ominął mnie wykład. Początki na placu wcale nie były łatwe. Dopiero widząc, że wszystko działa: Świeżak ma się świetnie i jest cudownie spokojny wróciłam na planetę Ziemia i zaczęłam cieszyć seminarium!

Monica bardzo przypadła mi do gustu jako trenerka. Ma świeże podejście do technicznych rzeczy i szeroki wachlarz narzędzi:

– kształtuje! A więc dba o emocje i zaangażowanie w ćwiczeniach. Nie ma problemu z tym, żeby nagrodzić gorsze wykonanie za pierwszym razem po to, aby kolejne było lepsze.
– świetnie czuje psy z okiem! Do tego zauważa, że oko jest pochodną intensywnej koncentracji (znów o emocjach)
– wychodzi z założenia, że chce pracować tak, by to, w czym jej pies jest najsłabszy stało się jego najmocniejszą stroną
– lubi i wykorzystuje sztuczki aby osiągnąć pożądane emocje u psa. W rozmowie apropo kształtowania padła z jej strony deklaracja, że nie miałaby nic przeciwko temu, by Proper szczekał w trakcie uczenia się zadania (w domyśle: jeśli ma go to otworzyć). Mało którego trenera stać na takie podejście w swojej pracy, bardzo to szanuję i popieram (ale też trzeba pamiętać, że właścicielom zamkniętego BC łatwiej jest podejmować takie ryzyko zwłaszcza w tym sporcie i że raczej NIE jest to strategia dla psa jakiejkolwiek rasy z tendencją do wokalizacji)
– sposób resetowania programu “OKO” u bc – zamiast robienia ćwiczeń niespodzianek (overy), zaskakiwania psa, zachęca, żeby otwierać jego głowę poprzez szybkie powtarzanie hasła i nagradzanie tego najlepszego technicznie (a więc i emocjonalnie!) wykonania; Powtarzanie hasła to w jej ujęciu komunikacja i w tym miejscu miałam dwa wielkie, okrągłe WTF w oczach i dopytywałam o to jak to rozumie, bo zgrzytała mi komunikacja jako ciąg misternie połączonych detali i w efekcie pożądana reakcja na pierwsze hasło z szybkim, wielokrotnym jego powtarzaniem? Wytłumaczyła, że wprowadza rytuał mówiący psu, jakie będzie ćwiczenie i że u takiego (pasterskiego) typu jak Proper dochodzi w ten sposób do reakcji na pierwszy strzał (pies o takim typie pamięta za co dostał nagrodę i oferuje to w kolejnej próbie). Przekonała mnie, bo:

a) działało i świetnie działa dalej
b) zdarzały nam się w przeszłości sesje, kiedy nie mogłam się “dobić” do Propa, sfrustrowana powtarzałam mu polecenie kilka razy, nagradzając najlepszą próbę i przynosiło to efekt, ale nigdy nie myślałam o tym systemowo, jako o taktyce na dany problem, bardziej o budowaniu łańcucha z niepożądanymi zachowaniami. Dałam się sama złapać w pułapkę schematów i emocja, jaka mi towarzyszyła podczas tych sesji to raczej poczucie winy, że nie potrafiłam tego zrobić inaczej, że mamy jakiegoś komunikacyjnego buga, zamiast prostej obserwacji, że to faktycznie DZIAŁA. Także wniosek dodatkowy: ufaj własnej intuicji i obserwuj co się sprawdza! Szkolenie to sztuka, a zasady są po to, żeby je łamać.

 

To jeszcze trochę o tym, co konkretnie robiliśmy:

– aport węchowy – pracowałyśmy sposobem, który znam i lubię, ale nie wracałam do niego jeszcze, żeby widokiem sterty patoli nie potargać świeżo wydzierganych koronek (myślenia o zapachu nie o aporcie). Jeden patyczek był schowany pod trawą i w kolejnych powtórkach przemieszczał się bliżej rozłożonej sterty. Tu nie chodziło o poszukiwanie nowego, cudownego sposobu, ale o spojrzenie na to, co dzieje się w tej konkretnej chwili, co wypracowaliśmy i jakiś pomysł co robić z tym dalej? Dostałam bardzo wyczerpującą informację zwrotną i ucieszyłam się, bo wygląda na to, że w końcu podjęliśmy dobry… trop.
– przywołanie z blokadą – sto lat temu robiąc kurs u Fanny Gott zaraziłam się od niej stójami z podskokiem i takimi samymi z marszu. Cóż, szybko zaczęłam ich oduczać, bo sarniej Lucynie potrzebna była nauka biegania nisko przy ziemi, której w efekcie i tak nigdy nie udało mi się doprowadzić do pożądanego stanu, po prostu nie pozwolił na to nawracający uraz ścięgna w łapce. Proper najchętniej każde ćwiczenie wykonywałby przy ziemi, dla niego więc podskoki okazały się dobrą strategią i Monica właśnie na to zwróciła uwagę. I tak (podskoki) nigdy nie będą u niego przerysowane (jak u Lucki), za to emocje, które wywołują dadzą pożądaną, dynamiczną technikę. Testowałyśmy też sztuczkę obrót, była OK, dawała więcej dynamiki (wybijającej z wspominanej wcześniej koncentracji) ale to podskok przynosił efekt z ogniem i tą oczekiwaną miękkością ruchów.
– chodzenie przy nodze – jak już przełożyłam z Monici na swoje co kto ma na myśli i znalazłyśmy płaszczyznę porozumienia (magia wspomnianego wcześniej pierwszego wejścia), to ćwiczyłyśmy target, który wprowadziłam Properowi do chodzenia 2 tygodnie temu i wycofywałyśmy pomoc ręką. Prowadząca, jako kolejna osoba oceniła, że nie ma potrzeby martwić się o wyraz przy psie z wysokim drivem. Hmmm. No i dobrze zauważyła, że ślepa ja, trenowałam ostatnio wszystko poza problemem (może to kwestia zmniejszającej się pod wpływem ciąży szarej istoty w mózgu;-)))
– podobały mi się też pomysły na: zmianę schematu nagradzania, tworzenie mikro-łańcuchów zakończonych ćwiczeniem przełamującym oko, wycofanie piłek i smakołyki w zamian.
– technicznie, pomysł na wysyłanie na przód z wieloma targetami w linii prostej, geniusz!!!

Co nie jest dla nas? Metoda na pojękiwanie pomiędzy wejściami, czyli złapanie za kufę w momencie piszczenia. Proper jest introwertykiem, którego trzeba otwierać we wszystkich aspektach wspólnego życia i nie może dostawać negatywnego feedbacku w odpowiedzi za okazywanie emocji. Chcę, żeby je miał na wierzchu, właśnie to pozwala mi pracować nad jego komunikacją i rozwijać kompetencje społeczne. Pojawienie się za wysokich emocji w sesji w większym natężeniu leży tylko i wyłącznie po mojej stronie: mój pies nie ćwiczy od 7 miesięcy w nowych miejscach, bo nie zorganizowałam mu tego, a na semi, poza rozprostowaniem kości, nie miał ani pół rozgrzewki. Kto więc powinien dostać karę…? (Nikt, jesteśmy tu gdzie jesteśmy, bo mamy ku temu dobre powody).  Ale o to właśnie chodzi i po to jeżdżę na seminaria. Żeby na każdy problem popatrzeć różnymi oczami i z uzbieranych tak inspiracji, ułożyć własną ścieżkę, zgodną ze swoimi potrzebami i wartościami.

Jako podsumowanie naszego uczestnictwa dodam komentarz, który usłyszałam od Monici schodząc z placu: mam poczucie, że przyszłaś do mnie we właściwym czasie. I tak też czuję. To seminarium było nam bardzo, bardzo potrzebne. Jesteśmy roztrenowani, wchodzimy w rytm regularnej pracy, odzyskuję kondycję fizyczną. Przed nami długa droga odbudowywania ćwiczeń, w dodatku pełna niespodzianek: pierwszy raz w życiu zaliczamy przerwę dłuższą niż miesiąc-dwa i ciągle uczę się jak to wszystko poskładać, gdzie i jak bardzo trzeba się cofnąć. Bo przecież nie wyczyściłam historii w oprogramowaniu Propera, wiele rzeczy pamięta, z wieloma trzeba się mocno cofnąć, czasem nawet do etapu prostego wysłania do piłki leżącej na ziemi. A z drugiej strony pamiętać, żeby tymi cofnięciami umiejętnie zarządzać (bo co? bo oko). Odkrywam różne rzeczy i staram się regularnie zapełniać swoje notatki refleksjami na ten temat. Jeśli uznam, że są wartościowe, podzielę się nimi w odpowiednim czasie.

Tyle. Ponad dwa lata temu musiałyśmy z Marią specjalnie doprowadzać Propera do sytuacji spięcia w pozycjach, żeby móc popracować nad wybijaniem go z tego (zdarzało mu się zawiesić w pojedynczych sytuacjach w łańcuchu, w nieprzewidywalny sposób).
Trochę się zmieniło, co…? 🙂

Zdjęcia mojego zgrabiutkiego, nakrapianego chartka wykonała Alicja Boruczkowska. Dziękuję! [/sociallocker]

You Might Also Like