Raczkujące niemowlę i pies.
Kilka dni temu w końcu się to wydarzyło. Mój syn zaczął się czołgać! Co, a właściwie kto go do tego zachęcił…? Jak pewnie się już domyślasz, mogę potwierdzić z pierwszej ręki: obecność, a właściwie kontakt ze zwierzętami w domu rozwija dziecko!
Aby stymulować niemowlę do ruchu, poza zasięgiem rączek Świeżaka leżały: zabawki, smoczek, książeczka, a nawet mój talerz z jedzeniem. Z litości nie wspomnę o swojej skromnej osobie. Ale te pierwsze przesunięcia zrobił właśnie w kierunku psa. Mia, pieszczotliwie zwana ŻMiją, położyła się koło nas w odległości metra. Świeżak uwielbia dotykać jej futerka, łapek, pyszczka. Zawsze robi to pod nadzorem, moim lub taty. Ale nie tym razem. Dziś rodzice nawalili na całej linii: tata pojechał z Zoją do weterynarza, a mama, niczym niewzruszona, zamiast przetransportować złaknionego kontaktu syna prosto do psa, obojętnie przerzucała strony książki…
No to co zrobić? Jedna rączka…naprzód! Druga rączka…Turlanie…Dżdżownica…I bach ? jest!

Co na to Mia? Zesztywniała na ułamek sekundy, kiedy znaleźli się twarzą w twarz, a główka maluszka zachwiała się delikatnie w jej stronę. Następnie powąchała ucho Eda jakby chciała powiedzieć: „ach, to tylko Ty się tak wydurniasz” i nie odsuwając się od Niego ani na milimetr, spokojnie odłożyła głowę na łapki. Po chwili spała dalej.
To z kolei wca