Dziecko i owczarek belgijski. Pełna treści rozmowa z Agatą Klecką.

polski owczarek nizinny

Zaprosiłam Agatę na rozmowę z myślą o skoncentrowaniu się na połączeniu owczarek belgijski – dziecko. A tu, dzięki temu, że Agata hojnie dzieli się wiedzą, wyszła nam rozmowa wielorasowa co z resztą doskonale zapowiada zdjęcie z PONem (Polski owczarek nizinny) ilustrujące ten wywiad. W tekście znajdziecie doświadczenia hodowczyni belgów (i nie tylko belgów), ciekawostkę o Bouvierach, ale też wiele wątków stricte macierzyńskich. Na przykład czy faktycznie mając psa należy obawiać się alergii u dziecka? Czy połączenie dziecko – aktywny pies zależy tylko od dobrej organizacji? Zapraszam, ta rozmowa to kopalnia wartościowych treści 🙂

Cześć Agata, dziękuję, że zgodziłaś się opowiedzieć czytelniczkom o połączeniu dziecko – owczarek belgijski. Opowiedz jak o Was wyglądało połączenie dziecko – pies? Ile miałaś psów w momencie, gdy Twój syn przyszedł na świat (coś mi się kołacze, że dużo) i jak to przeżyliście?

Gdy urodził się mój syn miałam w domu dwa psy, mojego starutkiego jamnika szorstkowłosego oraz, w momencie narodzin syna, kończącego 5 miesiąc życia dobermana. Mój mąż pracował, obsługiwaliśmy nasz dom zupełnie sami, bez pomocy i przyznam szczerze, że ten 5 miesięczny doberman był dla mnie dużym wyzwaniem. To ja zostawałam w domu z dzieckiem i psami, w tym z takim podrośniętym szczeniakiem, ani nie ułożonym, ani jeszcze z nie gotowym pęcherzem do długiego trwania w bezczynności 😉 Jak sobie przypomnę ile mnie kosztowało wysiłku wtedy opanowanie niemowlaka z tym wszystkim nowym z czym spotyka się nagle świeżo upieczona matka plus aktywnej rasy młodym psem to aż dzisiaj czuję zmęczenie, a to było 27 lat temu 🙂 Zawsze wychodziłam z założenia, że “odpowiadasz za to co oswoiłeś” więc wtedy bardzo dzielnie organizowałam sobie czas od świtu do zmierzchu plus nocki, gdy trzeba było wstawać i karmić dziecko. Ale jak ktoś to czyta – to był ogromny wysiłek! Raczej nie polecam posiadania 5 miesięcznego dużego psa aktywnej rasy w bloku bez pomocy, gdy przychodzi na świat Twój pierworodny syn haha 😀 Ale byłam młoda, silna i od zawsze zakochana w psach. Tak więc już rok po urodzeniu się Kuby dołączyła do Nas dorosła PON-ka z papierami hodowlanymi i moimi planami rozpoczęcia hodowli, które szybko zrealizowałam. A kolejny nawet nie cały rok później pierwsza belgijka – owczarek belgijski tervueren importowana z Czech.

Więc tzw. zapsienie wzrastało dość szybko, tak jak i rosło moje dziecko. Mega chorowite, alergiczne, dorastające w gromadzie psów, które rajcowały z nim po pokoju, lizały, bawiły się, miętolili w pyskach i buzi te same zabawki. W dodatku ku poklaskowi nasze nieocenionej i ratującej Kubę od szpitali, doktor pediatrii, która zawsze mówiła że dzieci nie mogą być wychowywane w sterylnych warunkach. No OK zjechałam trochę z tematu, sorki. Ale chciałam napisać, że gdy Kuba miał 2 lata wyprowadziliśmy się z bloku do domu z ogrodem, gdzie moja hodowla rozrosła się do 2 PON-ek suczek, 2 suczek owczarka belgijskiego tervuerenki i groenendaelki, samca tervuerena oraz dwóch ogromnych około 60 kg samców bouvier des flandres.

Bardzo się cieszę, że o tym piszesz, bo często rodzice bardzo martwią się sierścią i brudem, które są bonusem do życia z psami. Mam nadzieję, że to ich uspokoi:-) Sama miałam alergię na pyłki i zmniejszyło ją przebywanie z psami na zewnątrz, no i też miałam alergię na kocią i psią sierść/ślinę, nie wiem, bo nie badałam, ale na szczęście przeszła w kontakcie ze zwierzętami!

Tak, wiem że panują takie obawy, a oddzielanie dziecka od wszelkich brudów świata skutkuje tylko jeszcze gorszymi chorobami i alergią, ponieważ organizm nie uczy się walczyć z niczym. Kiedyś czytałam taki artykuł w którym przedstawiano naukowe badania jak sierść psa wpływa na białka biorące udział w alergii u człowieka i w jaki sposób je neutralizuje. Niestety zmieniłam komputer i link mi “uciekł” 🙁

Jako ciekawostkę mogę napisać, że nigdy np nie zarobaczyliśmy się od naszych psów czy kotów, natomiast jak moje dziecko przyniosło owsiki z przedszkola to walka z nimi w moich psach trwała dobre pół roku i kosztowała majątek hahaha 😀

Widzicie mamy, jeśli macie psa, zastanówcie się dobrze nad wysyłaniem dziecka do przedszkola!!! 😀

Druga sprawa: cieszę się, że piszesz o tym jak dużym wysiłkiem jest połączenie tylu tematów na raz. Przeprowadzałam ankietę w grupie Facebookowej wśród mam z psami i większość zgodnie głosowała, że obowiązki związane z psem po porodzie spadła na ich partnerów, bo nie dawały rady fizycznie!!! Dziewczyny czytające hurraoptymistyczne teksty o tym, że wystarczy dobra organizacja są w szoku, kiedy przychodzi rzeczywistość.

Pomoc ze strony partnera jest zawsze i w każdej sytuacji życiowej nieoceniona i powinna być bezdyskusyjna, przecież rodzinę tworzy mama, tata i dziecko, amen !! Nie mniej trzeba spojrzeć na realia w jakich żyjemy, gdy rodzi się dziecko to mama jest na urlopie macierzyńskim, a ktoś musi dalej pracować czyli tato, wychodzi na 8 godzin z domu, a w tym domu zostaje świeżo upieczona mama, bobas który jest mocno wymagający oraz, no cóż, piesek który nie zamraża się na te 8 godzin w zamrażalce tylko żyje, żyje z nami przez te 8 godzin i tez ma swoje potrzeby, to trudne 🙂 I trzeba mieć dużo miłości do psa jako gatunku, aby to przetrwać 🙂

Muszę zadać to pytanie chociaż wcale nie chcę. Czy owczarek belgijski to dobry pies dla dziecka???:-DDDDDDDDDDD Jakie są belgi do małych dzieci?

W sumie trzeba się pogodzić z tym, że nijakie 😉 Owszem gdy Kuba był malutki pilnowały go bardzo, nie pozwalały podejść do niego obcym psom i to było dla mnie wyzwaniem, bo musiałam je mocno kontrolować. Ponieważ mając dom z ogrodem i trochę ponad 20 lat prowadziliśmy bogate życie towarzyskie i ciągle nas ktoś odwiedzał, oczywiście ze swoim psem. Mieliśmy tez w kojcach na tyle ogrodu kaukazy mojego teścia, które czasem puszczałam, aby się trochę wybiegały poza kojcami, bo było mi ich żal. Tak to było wyzwanie, Kuba nie mógł ani pisnąć z powodu jakiegoś obcego psa, nawet cichutko, bo zaraz rzucały się go bronić. Ale normalnie nie wchodziły w bliskie z nim relacje. Pozostawały w odległości metra, półtorej.

To moje olbrzymie Bouvier des flandres niańczyły w tym wieku Kubę. Gdy układał wieżę z klocków na dywanie kładły się bliziutko niego, jak zagłówki fotela. Niejednokrotnie nagle oglądałam się, a Kuba zasypiał prawdopodobnie uśpiony miarowym oddechem i biciem serca psa, wtulony w któregoś Bouviera podczas zabawy. To było cenne, był dzieckiem atopowym, rozedrganym, miał problemy z zasypianiem…te psy były niesamowite. Olbrzymie, delikatne wobec malutkiego dziecka, opiekuńcze. Mój syn chodził sobie po działce zawsze z Bouvierami obok siebie, jak tylko się potknął krzywo stanął i zachwiał Bouvier był tuż, chwytał się odruchowo sierści psa i nie upadał. Niesamowite było to obserwować, ale te psy tam skąd pochodzą są nazywane “nianiami do dzieci” i naprawdę doświadczyłam tego! Owczarki belgijskie zainteresowały się moim dzieckiem tak naprawdę, gdy stało się bardziej mobilne i werbalnie kontaktowe 😉 Zaczęło się to w wieku 5 lat mojego syna i narastało wraz z jego fizycznym rozwojem. Nagle odkryli siebie, Kuba i belgi, grę w piłę nożną, ganianki, aporty zabawek czy czego tam, reakcję na komendy. Napiszę, że gdy mój syn miał jakieś 7 lat nie uznawał już żadnej innej rasy, tylko belgi. Ciągle aktywnie bawili się z sobą. Reagowały na jego komendy w jedną sekundę, nawet z jedną z moich suk z którą zrobiłam szkolenie z posłuszeństwa PT chodził drugi raz, sam z nią ćwicząc. Myślę, że zakochał się w tej reaktywności, wesołości i ciągłej chęci do zadowolenia swojego człowieka oraz współpracy, jaka jest w tej rasie w bardzo wyjątkowym nasileniu. Moje ekhm dziecko, dzisiaj 27 letni mężczyzna, do tej pory dzieli świat psi na owczarki belgijskie i resztę, jest ich absolutnym fanem. Ale też trzeba przyznać, że ma w sobie wiele tolerancji, empatii i cierpliwości. Czyli podstawowe cechy jakie powinien posiadać właściciel owczarka belgijskiego. Jest jedyną osobą na świecie, której zostawię pod opieką i bezstrachu mojego obecnego, niezwykle wymagającego owczarka belgijskiego. Choć nie mieszkamy już razem.

Wow, nie miałam pojęcia, że Bouviery tak sprawdzają się w roli niani. Dzięki za inspirację!!!

Podoba mi się odpowiedź, że belgi są nijakie do dzieci, bo w ogóle rasy to dość nowy wynalazek. I często różnice między psami w obrębie rasy są większe niż pomiędzy dwoma psami z innych parafii. ALE. Pamiętam, że była kiedyś mierzona szybkość reakcji u różnych psów i belgi bardzo wyróżniały się w tym na tle innych ras. Ta szybkość reakcji może być problemem przy małym dziecku, prawda? Tą rozmowę będą czytać osoby, które często nie mają żadnego doświadczenia z intensywnymi psami, więc dla nich właśnie chciałabym rozwinąć ten wątek:-)

Piszesz też o tolerancji: dlaczego uważasz, że właściciel owczarka belgijskiego powinien być tolerancyjny?

Co do reaktywności belgów to już raczej wkraczamy w temat “jaka ta rasa w ogóle jest”, mam nadzieję że jak ktoś się na nią decyduje bez względu na to czy ma czy nie ma dziecka, to sobie o tej rasie poczyta. No bo warto, bo jednak to dość trudne psy tak ogólnie i trzeba się na nie przygotować. Wysoka reaktywność belgów to efekt tego, że mają natychmiast reagować na bodźce w pracy, komendy przewodnika, elementy środowiskowe typu ruch stada owiec, obcy na terenie (bo to też rasa obrończa), zmiana zachowania obcego człowieka na grożącą itp. Są przez to wspaniałymi psami w szkoleniu, podbijają obecnie modny i rozwijający się świat sportu, ale ta cecha nie wyłącza się gdy schodzą z placu ćwiczeń , tylko nadal w nich trwa w życiu codziennym też. Jak belg coś robi to robi to zawsze bardziej, jak się wystrasza to jak koń narowisty, gdy zobaczy ducha, jak włącza popęd łupu to w sekundzie i czasem refleksu człowieka brakuje, aby go zatrzymać, bo to akurat rowerzysta a nie szarpaczek…

Trzeba wiele spokoju, cierpliwości, zrozumienia rasy i umiejętności przewidywania, aby dogadać się z tym psem i zdrowo funkcjonować. Co do dziecka i tej reaktywności, no tak musimy to mieć w głowie, że te psy wszystko szybko, że czasem szybciej coś robią zanim pomyślą… Ale to ogólnie taka odpowiedzialność dorosłego za kontakt pies/dziecko. Tu mogę dopisać coś co pojawi się niżej – więcej wrodzonego szacunku do ludzkiego ciała i delikatności mają linie eksterierowe owczarka belgijskiego, przez co pod tym względem łatwiej z nimi, gdy mamy dziecko w domu, mają też więcej wbudowanych stadnych hamulców socjalnych oraz ogólnie silny instynkt stada, które chętnie tworzą z całą rodziną z którą przebywają w domu. Linie użytkowe, hodowane do sportów obrończych nie mają szacunku do żadnych przeszkód fizycznych, one mają w pełnym pędzie zderzać się z pozorantem i potrafią się tak zderzać ze wszystkim, można sobie wyobrazić jak pies ok 30 kg zderzy się z ludzkim dzieckiem, trzeba bardzo bardzo kontrolować to co się w domu dzieje. Szybki reaktywny pies średniej wielkości to naprawdę coś co nie można zostawić ot tak sobie, a idźcie na ogródek razem się pobawić…

Jeżeli chodzi o tolerancyjność to mimo tego, że belg potrafi być łobuzem, to jest to niezwykle delikatny pies w stosunku do swojego człowieka. Musimy naprawdę wyważyć priorytety co na pewno egzekwujemy od psa, a resztę umieć odpuścić. Bo zwyczajnie zabijemy go psychicznie ciągłym musztrowaniem i zakazami.

Druga rzecz to wyczucie innego gatunku, uszanowanie jego cech, bo owczarek belgijski jest mocno hmmm psi w swoich zachowaniach i tu trzeba wykazać się tolerancją i empatią, że pies jest po prostu psem. Tak naprawdę ciężko to wszystko opisać, trzeba się z tą rasą zetknąć, aby to zrozumieć 😉 Osoby wahające się, czy chcą tą rasę zachęcam do odnalezienia kogoś kto ma owczarka belgijskiego w pobliżu i umówienia się z nim na spacer, aby poobserwować sobie jak zachowuje się belg i czy na pewno jest to zachowanie, które nam odpowiada.

Tak więc reasumując, jeżeli chodzi o odpowiedź na Twoje pierwsze pytanie. To owszem jak ktoś jest zafiksowany na rasie, bardzo chce mieć owczarka belgijskiego, wie co z nim będzie robił, ma rozsądne wsparcie szkoleniowe w pobliżu, można do domu z małym dzieckiem wziąć belga. Nie mniej nie należy liczyć, że ten pies będzie “wychowywał” nam maluszka. Będzie współistniał, a my będziemy musieli zrealizować tez jego potrzeby, nie tylko małego dziecka. Huk roboty, ale jak ktoś jest aktywny fizycznie, ma warunki, dla czego nie?? To fajne psy są 😉 Tylko warto naprawdę taką decyzję przemyśleć, ile mam czasu dla psa, czego oczekuję od psa, być może trzeba będzie używać klatki, o tak !!!

Jeżeli mamy dziecko już podrośnięte, lubiące ruch, aktywność, jazdę na rowerze. Cała rodzina lubi spędzać czas na łonie przyrody i aktywnie. Owczarek belgijski będzie świetnym kompanem wszelkich tego typu aktywności, choć oczywiście nie zwalnia to nas, jako osób dorosłych z absolutnej odpowiedzialności zapewnienia komfortu i dziecku i psu w przebywaniu razem – odpowiadasz za to co oswoiłeś !! Podstawą podstaw jest to, że dobre kontakty dziecko/pies to przede wszystkim dobrze ułożony pies z prawidłowymi relacjami z dorosłymi w tym domu. Nigdy nie należy o tym zapomnieć !!

Cieszę się, że wspominasz o klatce. Wciąż można spotkać wypowiedzi autorytetów, które zabraniają jej stosowania, traktują klatkę jako okrucieństwo i torturę. W niektórych krajach klatki zaczynają być banowane… Tymczasem klatka może bardzo pomóc przy wszędobylskim maluchu i psie, który potrzebuje swojej przestrzeni….

Wiesz te zakazy obecnie stosowania rożnych urządzeń w psim świecie….to mnie martwi…dlaczego zakazy? dlaczego nie uświadamianie jak prawidłowo stosować??? Każde narzędzie jest tylko narzędziem. To człowiek decyduje jak je wykorzysta. Znamienny przykład dynamitu, który powstał wcale nie po to, aby kogoś zabijać, ale aby pomóc pracownikom w kamieniołomach…I nadal powinniśmy zostać przy tym przykładzie, bo wynalazca rozpoczął fundacje najważniejszej nagrody pokojowej na świecie jaką jest Nagroda Nobla – uświadamianie!!!!nie zakazy!!! Jak zechcemy możemy kogoś skrzywdzić również piękną kolorową jedwabną apaszką…Zakazami można zwyczajnie wylać dziecko z kąpielą, że się tak w temacie wyrażę 😉 Bo co jak dany przypadek akurat potrzebuje tego zakazanego rozwiązania? Pozostajemy wtedy bez narzędzi, z psem sfrustrowanym do końca życia, lub o zgrozo uśpionym, bo nie było możliwości go resocjalizować…no dobra dobra wracamy do klatki heh 😀

Gdy w domu przebywa dziecko, pies i dorosły, który jest za oboje odpowiedzialny, to właśnie do niego należy zadbanie o zachowanie osobistej przestrzeni dla tych dwojga 🙂 Nie możemy pozwolić na to, że gdy nasze dziecko ułożyło najwspanialszy w swoim życiu tor formuły pierwszej z książek i klocków i ściga się po nim samochodami jest narażone na tratowanie przez pieska tegoż, bo temu się zachciało właśnie bawić. Albo, że gdy piesek śpi sobie, po jego nogach nagle przejeżdża wózeczek z lalkami, bo tędy wypadła droga spacerku laleczek. Klatkowania jednakże trzeba nauczyć i nie jest to prosta sprawa, trzeba się do tego przyłożyć. Jeżeli ktoś tego nie potrafi, wystarczy zwykła bramka wstawiona w futrynę w jakimś newralgicznym miejscu mieszkania i nauczenie tolerowania tej bariery i dziecka i pieska. Jest to też potrzebne dla naszego zdrowia psychicznego, taka możliwość chwilowej separacji 😉 Bo każdy kontakt dziecko/pies powinien być pod naszym “okiem” a przecież i my nie jesteśmy ze stali i czasem potrzebujemy złapać “ufff” trochę luzu i spokoju 🙂

Załóżmy, że jestem świadomym rodzicem, miałam kiedyś Psa, chcę owczarka belgijskiego. Czego się spodziewać? Czy są odmiany, które lepiej zniosą bycie psem rodzinnym? Czy da się mieć belga i sobie z nim po prostu żyć nie zaczynając żadnego szkolenia?

Twoje trzecie pytanie jest bardzo ciekawe i napiszę, że tak naprawdę potrafię odpowiedzieć na nie dopiero teraz. Teraz, gdy mam w domu swojego dziewiątego owczarka belgijskiego (dorosłego pozostającego w domu, bo nie liczę miotów które odchowałam) i jest to mój pierwszy pies z linii użytkowych. Poprzednio miałam psy z linii eksterierowych. Ten pies pokazał mi namacalnie te wszystkie różnice jakie występują miedzy tymi dwiema liniami w rasie, które wcześniej tylko obserwowałam, posiadając eksteriery, ale również posiadając wielu znajomych z użytkowymi OB. Jeżeli ktoś chce psa rodzinnego niech koniecznie wybiera dobrego psa wśród eksterierów, one są absolutnie rodzinnymi psami. Tolerują wszystkie osoby w rodzinie, umieją “czytać szarości”, uczą się że z tym trochę tak, a z tamtym trochę inaczej, świetnie w tym żyją, potrafią być i szybkie i pobudliwe, a jednocześnie delikatne. Użytki są absolutnie psem jednej osoby, ledwie tolerują resztę rodziny, muszą mieć wyznaczane jasne kryteria i ramki, praktycznie jak w wojsku, inaczej się gubią, są też w pobudzeniu jak tarany co jest bardzo niebezpieczne i trzeba zawsze o tym myśleć i zawsze pamiętać. Tak absolutnie do życia w rodzinie polecam eksteriery, dobre z fajnej hodowli, będą idealne 🙂 Tym bardziej dla osoby, która miała już psa i jest świadoma, poradzi sobie i cała rodzina zakocha się w belgu. Być może ktoś mnie zechce zlinczować za te słowa, ale takie jest moje zdanie. Osoby która ma bezpośrednie doświadczenie z obiema liniami, co jest dość unikalne dzisiaj w naszym kraju.

Owszem trzeba wziąć pod uwagę, że mój użytek jest z takich hmmm wysokich linii użytkowych, weryfikowanych wyszkoleniem do tam któregoś pokolenia. Obecnie mamy wielką modę na użytki, szczególnie odmianę malinois. W związku z tym te psy są mega rożne, zdarzają się użytki, które już dwa pokolenia wstecz nikt nie weryfikuje szkoleniem, są inne, można rożnie trafić, pewnie w ogóle jak to psy są rożne i zawsze może się trafić mniej uciążliwy osobnik. Ale ogólna zasada jest taka jak napisałam. Użytek jest psem jednego właściciela i potrzebuje wyznaczania bardzo jasnych granic. Eksterier żyje dobrze z tym z czym się wychowa, mając cierpliwość do ułomności ludzkich.

Co do drugiej części pytania, czy można żyć z belgiem bez żadnego szkolenia, moja odpowiedź brzmi tak. Belg doskonale będzie się odnajdywał w domu, gdzie spędza się czas aktywnie. Będzie świetnym towarzyszem wędrówek, wypraw rowerowych, wypadów nad jeziora itp. Problemem może być złapanie porozumienia z tak reaktywną rasą, wtedy prawdopodobnie trochę lekcji pod okiem dobrego trenera powinno bardzo pomóc, i gdy nastąpi to porozumienie, naprawdę można fajnie funkcjonować z tym psem. Na pewno nie jest to pies, który będzie całe życie spędzał w ogródku czy chodził na osiedlowe spacery na psi wybieg. To pies dla ludzi aktywnych, ale nie musi od razu uprawiać sportu czy jakiś mega wypasionych szkoleń. Moje zdanie jest takie, że z każdym belgiem można zabawić się w sport na jakimś tam poziomie jak ma się na to ochotę, ale nie każdy belg nadaje się do sportu przez duże “S”.

Wracając do kwestii porównania charakteru w obrębie odmian, z mojej strony linczu na pewno nie będzie:-) Dziękuję Ci za podzielenie się doświadczeniami. Ja mam doświadczenie z właścicielami showów i mixów, które jednak również były psem jednego człowieka. Pojawiały się takie zachowania jak warczenie na innych członków rodziny. Stąd mój optymizm tu jest mniejszy, że to jednak bardziej osobnicza cecha, ale na pewno jej skala jest inna niż u psa hodowanego pod kątem agresji. Nie jest chyba tajemnicą, że są linie belgów, w których właśnie tą cechę się promuje, więc można źle trafić prawda? Podobnie jak są świetne, zrównoważone, socjalne użytki… Choć ja nie śledzę i nie grzebię w rodowodach, więc pewnie zaraz zweryfikujesz moje poglądy 🙂

Za to cieszę się, że piszesz o aktywnym życiu. Mój belg najlepiej odnajduje się w wiejskiej scenerii jako leśny pies. Mało bodźców, pełnia szczęścia.

Oooo tak, w zasadzie do szczęścia belgowi potrzebny jest człowiek (bo to mało samodzielna rasa) i aktywność, jakieś zadania do wykonania i tyle 🙂 Wcale to nie musi być mega sport, choć oczywiście ta rasa ma mocne predyspozycje do uprawiania sportów i jak ktoś ma zajawkę na sport z psem to posiadanie takiego psa daje słuszną satysfakcje 🙂

Co do linii, tak można różnie trafić w obu, ja tam napisałam że polecam z dobrej hodowli 😉 Dobra hodowla dla mnie to nie tylko dobry materiał genetyczny ale też dobry hodowca, który umie dobrać szczeniaka do nowego właściciela, czasem powiedzieć -nie, nie mam w tym miocie psa dla ciebie- itp. Nie mniej agresja eksteriera jest niczym przy wybuchu agresji użytka… Z kolei stabilność użytka to wielki odpoczynek od nerwowości eksterierów, ja to tak czuję teraz. Obecnie z moim bardzo stabilnym uzytkiem żyje mi się doskonale, ale zdaję sobie sprawę, że też moje ręce to nie ręce przeciętnego tzw Kowalskiego. Umiałam się przebić przez np wielką upartość użytka, bo one są tak hodowane, mają nie rezygnować z celu. To jest mega wyzwanie, czasem to wraca i nawet mnie jest trudno. Znam rasę od podszewki wiedziałam jak zapobiegać a nie leczyć np ukrócając wszelkie zapędy pogoni czegokolwiek od pierwszych minut w moim domu i takie tam inne sprawy, ale to temat rzeka 😉 Jak ktoś chce ze mną porozmawiać o liniach, hodowlach, co ewentualnie byłoby dla niego dobre zapraszam do korespondencji ze mną. Od lat pomagam ludziom w tym względzie i kochając moją rasę robię to chętnie zawsze, bo najgorsze co może być to wziąć belga i konfliktować się z nim codziennie :((

Wspomniałaś, że odchowywałaś mioty szczeniąt z małym dzieckiem w domu? jeśli tak, jak to wspominasz?

W sumie bardzo OK 🙂 Miot i matka miały swoje miejsce, do którego wstęp dziecko miało tylko ze mną i pod absolutną kontrolą. Wraz ze wzrostem szczeniąt odbywały się coraz fajniejsze zabawy, wraz ze wzrostem dziecka coraz więcej miałam pomocy przy szczeniaczkach. Wiele mam cudownych wspomnień z tych czasów. Kuba był bardzo opiekuńczy wobec szczeniąt, a szczeniaki z mojej hodowli wychodziły uwielbiając dzieci. Wielu właścicieli potem mi o tym komunikowało, że piesek już dorosły a dzieci kocha nad życie 🙂 Przysłużył się Kuba socjalizacji szczeniąt z dzieckiem od oseska 🙂 Myślę, że mój syn który przebywał wśród psów non stop umiał też być delikatnym wobec szczeniąt i traktować je dobrze i z wyczuciem, oczywiście to była też moja praca nad tymi kontaktami, ale potem już poszło samo. Według zasady ile włożysz tyle dostaniesz 😉

Jako śmieszną ciekawostkę napiszę, że w pewnym momencie moje dziecko przechodziło okres, że wszystkie szczeniaki są nasze i one koniecznie muszą z nami zostać, wszystkie cały miot hahaha 🙂 Oczywiście dużo czasu poświęciłam na tłumaczenie, że gdzieś tam też są dzieci które chcą mieć choć jednego pieska, a on ma przecież ich tyle i powinien umieć się podzielić itd itp Starał się zrozumieć, ale mimo to emocje zwyciężały, gdy odbierał ktoś szczeniaka i kończyło się na tym, że Kuba biegł z płaczem za odjeżdżającym samochodem ze szczeniakiem 🙂 Jedni państwo nawet kiedyś się zatrzymali i pytali czy jednak tego pieska nie zostawić 🙂 Kuba po chwili o tej sytuacji zapominał, miał przecież w koło siebie wiele innych psów, ale te momenty rozstań były dla niego na którymś etapie jego rozwoju trudne. Myślę, że to też mu dobrze zrobiło w życiu, bo jest jedynakiem, ale nie takim stereotypowym jak się uważa, umie się pięknie dzielić i współistnieć w swoim towarzystwie teraz.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i podzielenie się tyloma wspomnieniami i doświadczeniami:-) Czytałam z ogromną ciekawością i jestem pewna, że ta rozmowa bardzo się spodoba młodym mamom! Mam też nadzieję, że pomoże przeliczyć siły na zamiary przy wyborze belga.

Osoby zainteresowane rasą zapraszam do kontaktu z Agatą. Znajdziecie ją tutaj:

https://www.facebook.com/agata.klecka

 

Zobacz też

Odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × four =

Dołącz do listy oczekujących! Kirra przyniesie Ci Balansową Pocztę, gdy tylko otworzymy kolejną edycję klubu. Proszę, zostaw swój najlepszy e-mail w okienku.