Bez kategorii

Trauma, przebaczenie, strach, miłość. “The education of Will” Patricii McConnell.

Patricia McConnell recenzja książki trauma

Czytasz po angielsku? Jeśli nie, to może zaczniesz? Jest ku temu (kolejny) dobry powód. W końcu najbardziej skutecznie rozwijamy się wtedy, kiedy zależy nam na zrozumieniu czegoś na czym…Nam zależy. Magda K’elo. Ja się tak nauczyłam angielskiego po latach nie chodzenia na nudne choć drogie lekcje, podczas których grupa ludzi siedziała w nienaturalnej ciszy w kółku i rozmawiała o pierdołach używając do tego potwornie skomplikowanych konstrukcji gramatycznych. No bo kto normalny* lubi small talki? Ile drzemek ma w ciągu dnia Twoje dziecko? Jaka u Ciebie pogoda? A co jadłaś na obiad? Jezu, serio nie widziałaś na Instagramie? ;-)))

*Ja nie cierpię, gadamy o Kosmosie albo nie zawracasz mi dupy.

Mihalyi Csikszentmihalyi, którego kocham tak mocno, że potrafię bez podglądania w Google zapisać Jego nazwisko, podlinkował niedawno ciekawy artykuł na temat tego, jak przewidywalne, wykańczające i wpływające źle na nasze poczucie szczęścia są rozmowy o pierdołach. Wrzucam, bo może też Cię ucieszy.

Wracając do angielskiego: problem był taki, że X lat temu na Polskim rynku nie było prawie żadnej literatury dotyczącej psychologii sportu, a ten temat na etapie budowania klubu i zmiany misji z zawodnika na trenera interesował mnie najmocniej. No to czytałam. Czytałam też książki o psach, czy o planowaniu treningów i dzieliłam się tą wiedzą bezpłatnie, w dobrej wierze. Ponieważ nie jestem cierpliwym człowiekiem, zamawiam oryginały kiedy tylko się pokazują. Oszczędzam też sobie w ten sposób lektury słabych tłumaczeń.
Tak właśnie wpadła mi w ręce ostatnia Patricia McConnell łapiąc mnie na haczyk okładką, na której zobaczyłam…Ej, czy to nie jest mój pies???? ;-))))

„The education of Will” to tak wyjątkowa i ważna książka w psiej literaturze, że postanowiłam podzielić się refleksjami na jej temat na blogu. Będzie jak zwykle osobiście, emocjonalnie i z mojej perspektywy, także jeśli oczekujesz suchych faktów i naukowych cytatów, to lepiej zamknij to okno:-) Nie żebym miała pretensje do takiej formy, bardzo ją szanuję, ale to mój blog, moje zasady i tutaj rozmawiamy swobodnie o rzeczach najważniejszych. Garnitur zostaje w domu, bo niewygodnie się w nim siedzi na podłodze.

Ok, co w tej książce jest tak wyjątkowe? Nie tylko motto z Cohena, po którym można już spodziewać się wszystkiego najlepszego:

 

„There’s a crack in everything.
That’s how the light gets in”.

 

Ani nawet nie odniesienia do praktyki jogi, czy do wspomnianego przeze mnie wcześniej Mihalyi Csikszentmihalyi, co sprawia, że już na starcie trudno jest mi z nią nie sympatyzować.

  • Po pierwsze, żegnamy patriarchat, to książka która pojawiła się w doskonałym czasie, bo (niestety) jest to kolejne #metoo, kolejny głos kobiecy, który został uwolniony.
  • Po drugie, jest to genialne podwójne studium przypadków PTSD (stresu pourazowego) i drogi jaką do oswojenia traumy przeszły dwie postacie, człowiek i pies. Bo, co jest największym smaczkiem, równolegle toczy się historia szczeniaka o znaczącym imieniu Will i behawiorystki, Patricii. To taka trochę opowieść detektywistyczna, w której autorka przez całą długość trwania historii składa puzzle z dwóch równoległych wszechświatów: życia ukochanego psa i swojego życia od dziecka, odkrywając analogie w doświadczeniach oraz znajdując brakujące elementy układanki podczas pracy z klientami w swoim gabinecie. Próbuje zrozumieć jak to się stało, że szczeniak mimo zapewnień hodowcy, że w hodowli wszystko było super ma symptomy PTSD utrudniające mu (im) codzienne funkcjonowanie. Dodatkowo, jego reakcje lękowe uruchamiają machinę reakcji lękowych Patricii. Historie z życia border collie Willa (agresywnego do psów, bardzo bojącego się dźwięków, ekstremalnego w przełączaniu się z miłości do ludzi do przerażenia wobec najmniejszych bodźców) przeplatane są historią jej traum (atak mężczyzny w stajni, śmiertelny wypadek obcego człowieka pod jej nogami, molestowanie seksualne przez faceta siostry, a w końcu, w późniejszym życiu, gwałt).
  • Po trzecie, jest to historia podwójnego wysiłku jaki autorka włożyła by zmienić własną opowieść wewnętrzną, tworzącą jej tożsamość, z sabotującej na taką wspierającą, pomagającą znaleźć się bliżej tego kim chce być…I aby w takiej lepszej historii osadzić Willa, który z kolei jest bohaterem historii opowiadanej przez nią.

Dlaczego ta książka to jedna z najważniejszych pozycji w psiej literaturze, jaka pojawiła się dotychczas na rynku? Przede wszystkim ze względu na szczerość, empatię i wnikliwy umysł autorki, która dzieli się doświadczeniami, ale wciąż pozostawia sporo otwartych pytań. Analogie z życia człowieka i psa z jednej strony tłumaczą różne sytuacje, pozwalają lepiej zrozumieć co dzieje się ze zwierzęciem lub też zadumać nad tym, jak bardzo jesteśmy podobni, a z drugiej strony zostawia nas z dylematami: czy psy opowiadają historie? Czy można mówić, że PTSD ich dotyczy czy tylko o podobieństwie doświadczeń? Czy trening (terapia) prowadzi do całkowitego wyleczenia, sprawia, że reagujemy zupełnie inaczej, stajemy się kimś innym? Jednym słowem: czy praca z psem z bardzo ciężkim problemem spowoduje, że uda się go w 100% uleczyć? W psim biznesie takie pytania mają swój ciężar gatunkowy, słowa dobiera się bardzo starannie, bo przecież oświadczenie, że nie nad wszystkim możemy mieć (uwaga, słowo-wytrych) kontrolę, nie wszystko jesteśmy w stanie całkowicie zmienić prawie równa się przyznaniu: NIE UMIEM, a w domyśle: jestem bezradny. Oj, jak ego wtedy cierpi!

EMOCJE

O tym bolącym ego autorka równie trafnie pisze poruszając temat emocji wstydu i doświadczenia poczucia bezradności. A pisząc o nich uwzględnia różne perspektywy: swoich często zrozpaczonych klientów, ich czworonożnych członków rodziny no i w końcu behawiorysty. Przygląda im się w różnym wymiarze: życia prywatnego, zawodowego, hobbystycznego (jak poczucie bezradności wpływa na przebieg podczas zawodów pasterskich, a jak po długim czasie terapii taka sama sytuacja na zawodach stanowi dla niej wyzwanie, z którym jest w stanie się zmierzyć). Jak umiejętność zmierzenia się ze swoim strachem pomaga przejść przez różne sytuacje w różnych rolach życiowych. I w końcu jak kluczowe jest dla naszego dobrostanu psychicznego poczucie kontroli. To proaktywność pomaga osobom po traumie, to poczucie wpływu na otaczającą rzeczywistość jest czynnikiem terapeutycznym i… Dokładnie tak samo jest w przypadku psów. Patricia pisze, że psy również mogą przeżyć traumę i z perspektywy pracy powinniśmy postrzegać je jak bohaterów wojennych albo ofiary przemocy seksualnej czy fizycznej, a nie jako przykłady wybrakowanych egzemplarzy z wadami charakteru, wymagające ustawienia do pionu. Bardziej jako indywidualistów, których uleczyć mogą odpowiednie umiejętności i współczucie. A na pierwszym miejscu potrzebują one cierpliwości i zrozumienia, zapewniających im poczucie bezpieczeństwa oraz wiary, ze mogą mieć jakiś wpływ na otaczający je świat.

Pisze o strachu w różnych wymiarach, np. pasienie to trójwymiarowe szachy na odległość, w których balansujesz na trzech strachach: swoim, owiec i psa, odpinasz smycz i pozwalasz, żeby Wszechświat Cię prowadził;-))) Otwarcie pisze też, że na początku swojej pracy z klientami musiała mierzyć się ze swoim lękiem przed agresją zwierząt i w tamtym punkcie życia nie miała świadomości jak ogromnie ważne było doświadczenie stawiania czoła swoim lękom w środowisku gabinetu, gdzie miała wiedzę i kontrolę nad sytuacją.

A skoro pojawił się strach, to musiała pojawić się też złość: przez niektórych badaczy nazywana nawet drugą uniwersalną emocją, do tego bardzo często trudną do odseparowania od strachu. Mam świadomość, że zarówno to co nazywamy antropomorfizacją jak i rozmowy o złości u zwierząt wyjątkowo…złoszczą egocentryków. Przewrotnie pocieszam: spokojnie, cały świat Wam współ-czuje! Złość jest tą emocją, która ludziom, pandom czy kucykom pozwala mimo strachu podjąć działanie, które ocali daną jednostkę, ochroni młode, lub życiowego partnera. Ego-centrycy nie mają problemu z zauważaniem tej uniwersalności w przypadku szympansów, no ale pies…Zawsze można jeszcze usłyszeć najcięższy (w niektórych kręgach…podziemnych) zarzut pod słońcem: ANTROPOMORFIZUJESZ! (you, bitch.)

No i oczywiście chuj z teorią nauki.

ROZMOWA

Bardzo ważnym elementem dochodzenia do siebie po traumie jest rozmowa, poczucie bycia usłyszanym. Misją Patricii jest udzielanie zwierzętom prawa do głosu, pisze o sobie jako o pomoście pomiędzy dwoma gatunkami, tłumaczu z psiego na ludzki. Zwierzęta cały czas mówią, problem w tym, że nawet najbardziej kochający właściciele niekoniecznie mają narzędzia, aby ich słuchać.

PSY(cho)terapia

Opowiada o przeróżnych wymiarach wpływu psa na człowieka, gdzie z jednej strony zdrowe, szczęśliwe psy to dla ludzi wspaniałe lekarstwo, ale. Zawsze jest ale! Nie każde zwierzę ma na nas dobroczynny wpływ, a pozytywne efekty niekoniecznie oznaczają, że te relacje są łatwe, miłe, nieskomplikowane. Pies problematyczny lub źle dobrany (np. ekstremalnie lękliwe zwierzę i człowiek po przejściach) zmusza właściciela do zmierzenia się z mnóstwem trudnych emocji.
I apropo terapii, Patricia twierdzi, że żadna terapia nie sprawi, że powstanie nowy człowiek, nic i nikt nie zmienia się totalnie, żadne zachowanie. Nie jesteśmy w stanie odciąć grubą kreską przeszłości. Za to uczymy się czerpać z naszych doświadczeń na coraz głębszym poziomie.

Jakie rzuca to światło na pracę nad lękiem u psa?:-)

 

SZUFLADKI SORYTELLINGOWE

Jesteśmy istotami, które kochają historie, żyją nimi i opowiadają je, historie tworzą naszą tożsamość. O psach także bajamy, a to co o mówimy określa nasze oczekiwania. Te historie są różne, czasem zabawne, czasem nie, pomagają nam przewidzieć zachowanie psa, zarządzać zasobami na jego korzyść, ale też mogą zamknąć go w ramkach ograniczających potencjał.
Ocenianie psów to ta sama pułapka, w którą wpadają rodzice dzieci (jedno niegrzeczne, więc drugie grzeczne, leniwe, ładne, brzydkie, uparte itd.).

 

DOBÓR PSA

Byłoby bardzo trudno stworzyć związek na całe życie z losowo wybraną osobą, analogicznie Patricia uważa, że czasem problemy jakie pojawiają się w relacji człowiek-pies są wyłącznie wynikiem złego dopasowania. Nie jest to wymówka, aby żonglować psami i wymieniać je, bo większość problemów da się rozwiązać. Ale faktem jest, że niewielki procent psów żyje w środowisku, w którym nigdy nie będzie szczęśliwe.

Analogicznie, bardzo istotny jest dobór kolejnego psa do tego, którego już mamy, zwłaszcza, jeśli nie przychodzi mu łatwo nawiązywanie relacji. I tak, autorka oddała hodowcom kolejno dwa kupione szczeniaki, które mimo pozornie dobrego startu znajomości z Willem, nie miały na niego dobrego wpływu. Oczywiście, naraziła się tym na lincz społeczny. Minęły lata zanim zdecydowała się znów podjąć próbę powiększenia stada. Tym razem pierwsze zetknięcie psów nie wróżyło najlepiej, ale ta relacja rozwinęła się bardzo obiecująco, wywierając kojący wpływ na Willu. Obserwując metamorfozy swojego border collie, autorka znów głośno rozmyśla nad doborem charakterów, nad czasem, jaki w przypadku PTSD jest potrzebny do zaakceptowania drugiej istoty. Wysuwa przypuszczenia, że poza całą jej terapeutyczną pracą, potrzebował do pary odpowiedniego psa, przy którym będzie mógł czuć się bezpiecznie. “Nasze psy nas kochają, ale ciągle jesteśmy dla nich alienami, które postępują w niezrozumiały sposób.”  Swój związek z Williem określa jako powiedzenie sobie: TAK, jestem gotowa zmierzyć się ze swoją mroczną stroną.

Jako psi adwokat odwołuje się do tysiąca powodów, dla których psy mogą się bać: są od nas mniejsze, kontrolujemy ich jedzenie, interakcje socjalne, to kiedy mogą skorzystać z toalety. Nie są w stanie poprosić ludzkim językiem: zabierz mnie stąd! Nie chcę spotykać tego człowieka/psa. Nienawidzę jak mnie tak dotykasz. I robią to w jedyny znany sobie sposób.

To tak z grubsza. Poza tym w tej historii znajdziesz sporo opisów różnych przypadków/problemów/rozwiązań mocno zakorzenionych w psychologii, no i na szczęście jest to książka nie film instruktażowy czy zajęcia praktyczne, co cudownie stymuluje wyobraźnię. Wiele refleksji na tematy takie jak: trauma, szok, zabawne porównania takie jak to, że dobry właściciel reaktywnego psa jest jak ochroniarz gwiazdy z Hollywood, nieustannie skanujący środowisko w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia…

Generalnie, jest tak dobrze, że spuszczam kurtynę miłosierdzia na ekshibicjonizm sytuacyjno-emocjonalny niektórych scen. Ale może Ciebie to akurat zachęci? Na koniec zdradzę, że pomimo utkania dość obszernej opowieści o tej książce, udało mi się nie zdradzić jej clou. Czyli w jaki sposób Patricia odkryła co stoi za zachowaniem Willa.

A opisałam się jak dzikus, bo zależy mi, żeby moje teksty dostarczały jak najwięcej wartości:-) Mam nadzieję, że wniósł coś w Twoje życie. Jeśli tak się stało, podziel się swoimi refleksjami.

You Might Also Like